Alveo przywróciło zdrowie

Alveo przywróciło zdrowie

Odzyskali szczęście

Diagnoza lekarza zmieniła ich życie w koszmar. Długo walczyli o zdrowie dziecka. Z pomocą przyszło Alveo.
Rodzina państwa Banasików od 12 lat mieszka w Stalowej Woli. Pan Andrzej pracuje jako serwisant urządzeń filtrujących wodę, pani Lucyna jako pomoc dentystyczna, są małżeństwem od 15 lat. Ich czwórka dzieci rosła zdrowo. Żyli bardzo rodzinnie i spokojnie, aż do 12 urodzin najstarszego syna Tomka. Dziwne ataki
11 stycznia Tomek podzielił się z rodzicami niepokojącymi wiadomościami. Dotychczas zdrowy chłopiec, piątkowy uczeń i sportowiec nagle, w dzień swoich urodzin, poinformował mamę, że dzieje się coś złego z jego zdrowiem. Lewą stronę ciała ogarniał paraliż i chłopiec tracił świadomość, po przebudzeniu był bardzo słaby. Byłam przerażona - wspomina pani Lucyna. Tomek rzadko narzeka, więc jeśli już się skarży, musi to być poważny powód. Jeszcze tego samego dnia Tomek miał kolejny atak. Rodzice zwieźli chłopca na pogotowie. Lekarz go zbadał i stwierdził, że wszystko jest w porządku, serce ma zdrowe. Przecież na zawał nie umrze, nie ma siedemdziesięciu lat - żartował sobie. To trochę uspokoiło rodziców, ale ataki niebawem powtórzyły się i niepokój powrócił. Jak się okazało, były to ataki epilepsji. Zbadano serce, było zdrowe, ciśnienie, krew w normie, kolejne badania nie przynosiły rozwiązania. Ale ataki się nasilały. Początkowo dwa razy w tygodniu, z czasem stały się częstsze, właściwie nie było dnia bez ataku epilepsji. Rodzice rozpaczliwie szukali pomocy.

Diagnoza była przerażająca
W czerwcu lekarz ze Stalowej Woli skierował Tomka na tomografię komputerową mózgu. Okazało się, że chłopiec ma torbiel pajęczynówki 18 na 22 mm. - Byliśmy zrozpaczeni – wspomina pani Lucyna. - Ale dobrze się stało, że udało się ustalić przyczynę ataków. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że najgorsze dopiero przed nimi. Spodziewali się, że lekarz opracuje plan leczenia, że z czasem wszystko wróci do normy. Największy szok przeżyli, kiedy okazało się, że w zasadzie nie można pomóc ich synowi. Lekarz powiedział, że Tomek musi z tym żyć. To był szok! wyznaje kobieta. Nie można było przeprowadzić operacji, bo była zbyt niebezpieczna, leczenie farmakologiczne można było zacząć dopiero wtedy, gdyby ataki zagrażały jego życiu. Nie pozostało nam nic innego, jak z tym żyć. Ale nie mogliśmy się z tym pogodzić.

Ataki się nasilały
Był czerwiec, zbliżał się wymarzony wyjazd Tomka. Od lat pasjonował się koszykówką. Grał w reprezentacji Stalowej Woli, miał jechać do Krakowa na rozgrywki międzynarodowe, potem na 2 tygodnie na sportowy obóz do Ostrołęki. Lekarze odradzali ten wyjazd. Kiedy Tomek się o tym dowiedział, był załamany, od godziny 13 do wieczora miał siedem ataków! Następnego dnia kolejnych pięć! W tej sytuacji lekarz prowadzący zgodził się na wyjazd. Tomek pojechał na obóz, a rodzice zostali przerażeni, zrozpaczeni i bez nadziei. Nie wiedziałam, co robić - wspomina pani Banasik. Lekarze nie umieli nam pomóc, syn był chory, a my byliśmy bezradni. Ale nie zamierzali się poddać. Zaczęli szukać pomocy wszędzie, gdzie się dało. Tomek wrócił z obozu szczęśliwy i zmęczony zarazem. Niestety, tego dnia dostał kilka ataków. To był koszmar. Każda radość czy smutek, każda emocja kończyły się tak samo.

Z pomocą przyszli znajomi Byliśmy załamani wspomina tata Tomka. Wszędzie szukaliśmy pomocy. Pytaliśmy o innych lekarzy, o inne metody leczenia... Pewnego dnia zadzwonili do nich znajomi Wioleta i Mariusz, chcieli zaproponować współpracę z pewną firmą oferującą doskonały preparat ziołowy. Dla was to możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy, a może i szansa pomocy Tomkowi opowiadali. Jakoś nas to nie przekonało, ale mimo wszystko umówiliśmy się na spotkanie wspomina tata Tomka. Przyszedł z nimi Marek Wawrzeńczyk, pokazał nam Alveo. Zainteresowała mnie ta butelka o oryginalnym kształcie, ale tego, co mówili, słuchałem jednym uchem. Gdy jednak usłyszałem, że preparat może wspomóc wchłanianie torbieli wiedziałem już, że jest to coś dla nas. Pomyślałem o Tomku, w przyszłości groziła mu operacja, a w razie jej niepowodzenia wózek. W trzy sekundy podjąłem decyzję.

Zaczęli pić Alveo
Nie mieli pieniędzy na ten preparat. Pan Andrzej wziął zaliczkę z pracy i kupili od razu cztery butelki. Cała rodzina zaczęła pić Alveo. Tomek dwa razy dziennie, trójka rodzeństwa i rodzice rano przed śniadaniem. Po tygodniu butelka była pusta. Zaczęli polecać zioła, aby swoje mieć taniej. Tomek pił dwa razy dziennie i na początku nic się nie zmieniło, ale po trzech tygodniach ataki zaczęły być łagodniejsze i rzadsze. Po dwu i pół miesiąca całkowicie ustały.

Wróciła nadzieja
W październiku czekało chłopca badanie tomografem w Rzeszowie. Byłam z synem w szpitalu wspomina pani Lucyna. Miałam nadzieję, że torbiel zmniejszyła się, bo ataki ustały. Po badaniu lekarz poprosił panią Lucynę, aby przyniosła wcześniejsze wyniki i opisy ze Stalowej Woli, długo porównywał zdjęcia. Nic tu nie widzę. Jedynie mały stan zapalny, ale to drobiazg w porównaniu z tym, co było powiedział. Doktorze, syn przez cztery miesiące pił specjalny preparat ziołowy. Czy to możliwe, aby tak pomógł? spytała mama chłopca. Jest to możliwe powiedział lekarz. Pani Lucyna nie mogła powstrzymać łez. Stres i strach, które towarzyszyły ich rodzinie od wielu miesięcy, minęły jak zły sen. A potem zaczęły się telefony - do mamy, do Wioli i Mariusza, którzy polecili zioła, także do Marka Wawrzeńczyka. Wszyscy cieszyli się ich szczęściem.

Odzyskali siłę
Do domu Banasików wrócił spokój i radość. Zaczęli polecać zioła innym. Dziś coraz więcej osób pije Alveo i widzi pozytywne rezultaty działania tych ziół. Ich życie znowu jest pełne radości i szczęścia, a ciężkie chwile, które przeżyli, bardzo ich zbliżyły. Teraz cieszą się każdym wspólnym dniem. A Tomek znowu marzy o karierze koszykarza.

Źródło:

czasopismo:zdrowie i sukces Grażyna Michalik




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.