Praca = pasja

Praca = pasja


W pracy kierujemy się sercem

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że każdy dzień wyglądał tak samo. Żadnych
zmian - wspomina Halina Mielczarek-Szynczewska ze Zduńskiej Woli. Oboje z mężem -Janem - wstawaliśmy
o świcie. Niewyspani i przemęczeni zaczynaliśmy kolejny dzień harówki. Dwa łyki mocnej kawy i... do pracy.


Halina prowadziła dwa sklepy z damską odzieżą, Jan punkty do­rabiania kluczy i biuro rachunko­we. Kiedy zaczynali, w Polsce były bardzo dobre czasy dla handlu. Ludzie mieli pieniądze wspo­mina Halina. - Do moich sklepów przychodziło bardzo dużo klien­tek. Jednak z roku na rok interesy szły coraz gorzej. Teraz większość klientów oglądała towar, nierzadko
nawet nie wchodząc do środka. Chociaż praca pochłaniała całko­wicie ich czas, a mimo wysiłków ledwo zarabiali na koszty Halina i Jan nic nie zmieniali w swoim ży­ciu. Nie mieli czasu, żeby spokojnie zastanowić się nad tym, do czego to prowadzi. Od 10 do 18 pracowa­li. Później jechali po towar i robili zakupy. Wracali do domu wieczo­rem. Zjadali obiad i kładli się spać. Marzyli o tym cały dzień. Pięć godzin snu to rzadkość, luksus wspomina Jan. I tak przez dwana­ście lat. Praca na koszty, mielenie pieniędzy, zmęczenie, brak chę­ci do życia. Lepszych okresów jak na lekarstwo, natomiast gorsze zda­rzały się często. Jak na złość. - Gdy nie udało się zarobić na koszty, za­ległości spłacaliśmy przez pół roku - tłumaczy Halina. - Do codzien­nych problemów dochodził dodat­kowy stres. To cud, że jeszcze jakoś funkcjonowaliśmy.

Marzyli o śnie
„.. .pomaga w leczeniu alergii" - tyl­ko tyle zapamiętała Halina ze spo­tkania z Januszem Gabryniewskim w październiku 2002 roku. Była przemęczona, głodna i śpiąca. Nie mogła się skupić na tym, co mówił Janusz. Razem z Jaśkiem myśleli tylko o powrocie do domu. Marzyli jak zwykle o tym samym o śnie. Halina obiecała koleżan­ce, że przyjdzie na to spotkanie. Danuta zapraszała mnie kilka razy. Wiedziałam, że to ponad moje siły, ale dla świętego spokoju zgodziłam j się przyjść. Później już nie wypadało się wycofać.
Ostatnie zdanie Janusza Gabryniewskiego wyrwało Halinę z półsnu. Jasiek od dawna cierpiał na dolegliwości alergiczne. Szcze­gólnie wiosną i jesienią siąpiło mu mocno z nosa. Nic nie pomagało. Oprócz tego dokuczaly mu rzody żołądka. Przy tym trybie życia to nieuniknione wspomina Jan. Litrami wypijałem specyfiki rekla­mowane jako złote środki na zgagę. Kilkakrotnie wstawałem w nocy, żeby wypić lekarstwo, które przy­nosiło ulgę jedynie na kilka godzin. Halina kupiła butelkę prepara­tu, o którym mówił Janusz Gabryniewski. Alveo dopiero te­raz zapamiętała nazwę. Jasiek pił preparat codziennie wspomina. Ale w pogoni dnia codziennego do­piero po trzech tygodniach zauwa­żyliśmy, że już nie męczy go zgaga' i nie siąpi mu z nosa. Halina kupi­ła następną butelkę i, wbrew radom męża, podpisała umowę kon­sumencką. Postano­wiłam zorganizować kolejne spotkanie z Ja­nuszem Gabryniew­skim. Musiałam się dowiedzieć czegoś wię­cej o Alveo, niż tylko „...pomaga w lecze­niu alergii"* Ponie­waż Halina Itie miała już siły, aby zapamiętać to wszystka co o Alveo! i współpijacy z Aku­na mówił Janusz, po-prosiłą męża, aby całe spotkanie nagrał jej na wideo. Słucha­łam z zapartym tchem, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że nieprędko znajdę czas na kolejne spotkanie. Pomysł z nagraniem kasety wideo był jedy­nym rozwiązaniem - tłumaczy Ha­lina.

Spotkania „przy obiedzie"
To był przełomowy moment w ży­ciu państwa Szynczewskich. Spa­li jeszcze mniej, byli jeszcze bar­dziej zmęczeni, mieli jeszcze więcej zajęć. Ałe ich życie zaczęło się zmieniać. Halina organizowa­ła spotkania w sprawie Alveo „przy obiedzie". Kochani, macie tu ta­śmę wideo, obejrzyjcie ją uważnie. Jak zjem obiad, odpowiem na wa­sze pytania mówiła do zainte­resowanych osób, których ciągle przybywało. Dom Szynczewskich stał się „domem przechodnim". Każdego dnia przychodził ktoś, kto chciał pić Alveo i współpracować z Akuną. Oprócz tego Halina i Jan spotykali się z ludźmi w całej Pol­sce. Po zamknięciu sklepów jechali np. do Koszalina, a potem do War­szawy. Wracali do domu nad ra­nem, żeby kilka godzin później biec do pracy. To szaleństwo nie mo­gło trwać dłużej wspomina Ja­siek. Kiedy zaczęli zgłaszać się do nas ludzie z podziękowaniami bo Alveo pomogło im odzyskać Jrowie i kiedy na naszym koncie pojawiły się pierwsze pieniądze z prowizji, musieliśmy podjąć jakąś decyzję. Jedynym słusznym roz­wiązaniem było ograniczenie pra­cy w sklepach, a poświęcenie cza­su Akunie. Nasze wysiłki tam i tak gnie przynosiły żadnych korzyści. Ani satysfakcji, ani zarobków, tylko stres i zmęczenie. Halina zamknęła jeden sklep. Jan prowadził jej księjgowość. Pierwsze wydruki wygląda­ły obiecująco wsporhina. To, co zdarzyło się później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Dzbanek
W listopadzie Halina dostała no-inację na Lidera, miesiąc pozniej Lidera Dywizji. Kiedy pro­wizja wynosiła już tysiąc złotych, Szynczewscy postanowili każ­dą złotówkę z różnicy marży od­kładać do dzbanka na kwalifi­kacje. Sześć tygodni później stać ich było na zakup dwudziestu bu­telek, które pozostały w obrocie. To nasz pierwszy sukces. Nie było łatwo, ale satysfakcja z pomocy so­bie i innym olbrzymia. Na­reszcie poczułam, że moja pra­ca ma sens. Że jestem potrzebna uśmiecha się Halina. Spotka­nia z ludźmi napełniały mnie ener­gią i dodawały wiary w siebie. Kie­dy Alveo pomagało im odzyskać zdrowie i poprawić sytuację finan­sową, byłam bardzo szczęśliwa. To mobilizowało mnie do dalszej pracy. Pracy, która stała się moją pasją. „Dzień bez Alveo dniem straconym" powtarzałam sobie i trzymałam się tej zasady. To przy­nosiło efekty.

Pasja
Niedługo potem Jasiek postanowił, że też chce pracować w Akunie. Widział sukcesy żony i to doda­ło mu skrzydeł. Spróbujmy przez rok pracować systematycznie, wy­trwale i konsekwentnie. Jeżeli ta praca da nam satysfakcję i sta­bilizację finansową, zrezygnujemy z reszty zaproponował Halinie. Oboje napisali na kartkach kwo­tę, jaką chcieliby zarabiać po roku. Gdy rok minął okazało się, że za­robki samego Jana znacznie prze­kraczają sumę kwot, które napi­sali. - Nie mieliśmy wątpliwości wspomina Halina. Czułam, że to jest praca dla mnie. Wszę­dzie spotykałam się z ludzką życzliwością. Pomagałam wszystkim ktorzy mojej pomocy potrzeb zali. Cieszyłam się z ich zdrowia Isukcesów. Z radością wstawałam cażdego dnia praca pochłania mnie bez reszty, ale nie"wysysała ze mnie całej energii i chęci do ży­cia jak poprzednia. Wręcz przeciw nie uskrzydlała mnie.

Piękne i proste życie
Rezygnacja z biznesów, prowadzo­nych przez wiele lat, przyszła Szynczewskim bez trudu. Zamknę­liśmy w naszym życiu rozdział, do którego już nie wrócimy. Ka­mień spadł nam z serca. W koń­cu mogliśmy zająć się biznesem dla nas - biznesem stworzonym przez ludzi i dla ludzi. Pracowaliśmy nie za karę, ale dla przyjemności. I to przynosiło wymierne korzy­ści. Zdrowotne i finansowe. Prze­staliśmy się bać o naszą przyszłość. Życie stało się proste i piękne. Od­zyskaliśmy poczucie godności. Ży­jemy, aby pracować, a nie pracuje­my, aby żyć.
Styczeń 2005 był dla Haliny mie­siącem wyjątkowym. Otrzyma­ła nominację na Vice Presidenta.
To było ogromne zaskoczenie. Życzliwi ludzie dzwonili do mnie z gratulacjami - uśmiecha się. -„Zasłużyłaś i zapracowałaś na to" mówili. Jeszcze większym zasko­czeniem była nagroda „Star of the year 2004" przyznawana na co­rocznej gali w Brnie. To najwięk­sze wyróżnienie w firmie Akuna. Do tej pory nagrodę tę otrzymała jedna osoba, Marek Wawrzeńczyk z Warszawy. Ale to nie koniec ra­dości. Dwa pierwsze miejsca na li­ście TOP 10 (czyli liście osób, któ­re w 2006 roku zostaną zaproszone przez firmę Akuna na wycieczkę po słonecznych Karaibach) również należą do Haliny i Jlna Szynczew­skich. Wytrwała praca przyniosła wspaniałe rezultaty. Jestem bardzo szczęśliwa - mówi Halina - moja praca jest moją pasją i rriiłością. Wszystkim tego życzę.
żródło-czasopismo:zdrowie i sukces Katarzyna Mazur



Tagi: , dobra praca, praca bez stresu, idealna praca, praca dla kazdego, praca dla wszystkich,




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.