Alveo w walce z guzem mózgu

Alveo w walce z guzem mózgu

życie Marrianny wisialo na wlosku

Marianna przeglądała zawartość szafy. Wyjmowała każdą sukienkę po kolei i myślała: „Już nie będę mogła zmienić zdania". Zdecydowała. Na małej kartce napisała jedno słowo - „TA" i przypięła do wybranej sukienki. Jeszcze chwilę popatrzyła na nią i zamknęła szafę. Była spokojna. Wiedziała, że mąż znajdzie kartkę i... że właśnie tę sukienkę będzie miała na pogrzebie. Swoim własnym...
0 tym, że ma guza, Marianna Pę­cherz z Wielunia dowiedziała się dzień przed Wigilią 2002 roku. Od dłuższego czasu źle się czu­ła. Nie słyszała na lewe ucho, drę­twiała jej część twarzy, nie miała czucia w policzku. Początkowo le­czył ją stomatolog, później neuro­log. W końcu dostała skierowanie na rezonans magnetyczny. Po wy­niki badań pojechała razem z mę­żem, w przerwie świątecznych przygotowań. Kopertę z diagnozą chciała otworzyć dopiero w domu, ale ciekawość jej na to nie pozwo­liła - „Guz wielkości piłki ping­pongowej odrastający od pnia mó­zgowego". Marianna złożyła kartkę schowała ją z powrotem do ko­perty. Przymknęła oczy. Pomyśla­ła, że to już koniec. Nie dała jednak nic po sobie poznać. Nie chciała martwić męża w czasie drogi. Z tą informacją wolała poczekać, aż do­jadą do domu. Poza tym zbliżały się święta... Boże Narodzenie w domu pań­stwa Pęcherzów upłynęło w atmos­ferze smutku i milczenia. Świą teczne potrawy nie miały smaku, choinka nie pachniała, kolędy utra­ciły radosne brzmienie. Życze­nia zdrowia w trakcie łamania się opłatkiem nabrały szczególnego znaczenia wspomina Marianna. Stały się naszą wspólną modlitwą. Natrętne myśli o guzie i opera­cji towarzyszyły nam bez przerwy. Uśmiechaliśmy się przez łzy, licząc na to, że to zły sen, z którego za­raz się obudzimy... Dzień wyjazdu do szpitala zbliżał się nieuchron­nie.

To nie była zwyczajna operacja
Marianna przeszła w życiu wie­le operacji wyrostek robaczkowy, migdałki, woreczek żółciowy, skró­cenie jelita. Teraz po raz pierwszy się bała. Spodziewałam się naj­gorszego wspomina. - Zastana­wiałam się, jak mąż i dzieci pora­dzą sobie beze mnie. Widziałam ich twarze nie potrafili ukryć emocji. Byli przerażeni. Tak jak ja. Nie jadłam. Nie mogłam spać. W nocy leżałam wpatrzona w sufit. Liczyłam i planowałam na przy­kład, ile metrów firanek potrzeba do całego domu. Ile to będzie kosztowało? Ile potrzeba styropianu na jego ocieplenie? Takie kalkula­cje, chociaż przez chwilę, kierowały i moje myśli na inne tory. Aby szyb­ciej minął czas do operacji, mimo zwolnienia, chodziłam do pracy. Marianna, w tajemnicy przed ro­dziną, porządkowała swoje spra­wy. Przepisała konto na męża i uregulowała sprawy spadko­we. Wyspowiadała się. Spo­wiedź dodała mi sił uśmiecha się. Odetchnęłam z czystym, spokojnym sercem czekałam na wy­nik operacji.
W dniu wyjazdu do szpitala Ma­rianna poszła do fryzjera. Wiedziałam, że za kilka godzin lekarze ogolą mi głowę, ale nie mia­ło to dla mnie znaczenia. Chciałam wyglądać elegancko. Operacja trwała osiem godzin. Mąż i córka czekali pod drzwiami szpitalnej sali. Obudziłam się -wspomina Marianna i uśmiech­nęłam się w duszy. Podziękowa­łam Bogu. Żyję.

Los ze mnie zakpił
Wyniki badań wykazały, że guz nie był złośliwy. Marianna poczu­ła olbrzymią ulgę. Czułam się tak, jakbym narodziła się na nowo. Mogłam znów w pełni cieszyć się życiem. Zaczęłam realizować pla­ny dotyczące ocieplenia domu. Ku­piłam nowe firanki. Od sukienki przygotowanej na własny pogrzeb odpięłam karteczkę. Wszystko wra­cało do normy.
Dobre samopoczucie Marianny trwało jedynie pół roku. Badania kontrolne wykazały guza wielko­ści pół centymetra. Odrastał w tym samym miejscu.
Marianna załamała się całko­wicie. Straciła wiarę w wyzdro­wienie. Czuła się tak, jakby los ją oszukał. Najpierw dał jej na­dzieję, a potem brutalnie z niej za­kpił. Nie miałam już siły wal­czyć wspomina. Nie chciałam.

Lekarze doradzali mi, żebym się nie martwiła, bo guz jest mały a ja nie liczyłam już na nic. Nie mo­głam jeść, nie spałam. Neurolog przepisał mi leki psychotropowe. Snułam się jedynie po domu. My­ślałam tylko o chorobie. Układa­łam najgorsze scenariusze. Ucie­kałam przed smutnym i pełnym miłości wzrokiem męża i dzieci. Czułam, jak uchodzi ze mnie życie. Mój stan się pogarszał.

Marzyłam jedynie o normalnym posiłku
Pod koniec czerwca 2003 roku ko­leżanka Renata Sperczyńska przyniosła Mariannie Alveo. Miałam zniszczoną śluzówkę żo­łądka, sprawiły to leki i dotych­czasowe operacje. Mogłam jeść je­dynie suche buł­ki. Zjedzenie cze­gokolwiek innego powodowało ból żołądka i uciążliwe pieczenie. Marian­na piła Alveo dwa razy dziennie rano i wieczorem. Po dwóch tygo­dniach zjadła po­midora. To było niewiarygodne tłumaczy. Ani ból, ani pieczenie nie wystąpi­ło. Oprócz tego, po raz pierwszy od wielu miesięcy, przespałam całą noc.

Czułam się lepiej
Nie mogłam jednak pozbyć się naj­gorszych dolegliwości strachu i poczucia bezsilności. Ciągle my­ślałam o guzie. Niemal czułam jak rośnie. A im bliżej kolejnego bada­nia kontrolnego, tym bardziej by­łam przerażona i załamana. To ko­niec - powtarzałam w myślach. W sierpniu Marianna pojecha­ła na umówione badania w szpi­talu. - „Proszę zadzwonić za dwa dni, przeczytam pani wyniki przez telefon" - powiedział mi lekarz. To były chyba najdłuższe dwa dni w moim życiu - wspomina Marian­na. - Czas, jakby na złość, stanął w miejscu. Gdy w końcu zadzwo­niłam, okazało się, że lekarz wy­szedł. To jakaś ironia losu - myśla­łam. - Czyżby wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie? Za trzecim ra­zem Mariannie udało się porozma­wiać z lekarzem. „Ale tu jest czysto, ja nic nie widzę" - usłyszała w słu­chawce. - Byłam zaskoczona. Po­wtórzyłam sobie słowa lekarza kil­ka razy. Nie mogłam w to uwierzyć. Już pogodziłam się z tym, że guz rośnie i nie mam na to wpływu. A jednak. Po dwóch miesiącach pi­cia Alveo - guz się cofnął.

Popłakałam się ze szczęścia
Wszyscy płakaliśmy. Dziś Marian­na pije już dziesiątą butelkę Alveo, a wraz z nią mąż, dzieci i wnuki. Je wszystko to, na co ma ochotę. Wysypia się. Nie ma stanów lęko­wych ani depresyjnych. Po prostu żyje. Niedawno uszyła sobie nową sukienkę. Czarną i elegancką. Na bal karnawałowy.
żródło-czasopismo:„Zdrowie i Sukces"
Grażyna Michalik






Tagi: , guz mozgu, udary mozgu, rak mozgu, nowotwory mozgu, nowotwory zlosliwe mozgu,




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.