29 osób aktywnych przez ostatnie 5 minut.
Dziś stronę odwiedziło 4886 osób.
Alveo pomogło jej wydostać się z piekła choroby
Alveo pomogło jej wydostać się z piekła choroby
Smutki malowaneJeszcze niedawno bała się, że umrze. Że nie ma już dla niej nadziei. Ten strach spowodował, że dziś inaczej myśli o życiu. Teraz cieszy się każdym dniem, tryska optymizmem, odkryła w sobie nową pasję. Wie, co jest ważne. Wszystkim mówi, że trzeba wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę.
Jest wiele powodów, dla których chce się żyć. Po pierwsze syn. Po drugie jego matura. Po trzecie żeby zdał na studia. Po czwarte żeby dostał pracę. A jeszcze, żeby rodzina była szczęśliwa. No, przecież życia nie starczy! Może trzeba przejść przez piekło, żeby zrozumieć, na czym polega życie, przez rozpacz, żeby życie docenić, żeby się nim ucieszyć? Żeby, ni stąd, ni zowąd, wziąć w ręce pędzel i malować kwiaty?
Co to jest piekło?
Piekło jest wtedy, gdy rodząc dziecko musisz mieć „cesarkę". Ale to właściwie nic. Bo prawdziwe piekło jest wtedy, gdy podczas cesarskiego cięcia zakażą ci krew. Ot, niechcący, może ją oddał akurat jakiś pijaczek, co chciał na czekoladę? Ale to było 24 lata temu mówi Ewa Dzidowska z Częstochowy. Inne czasy. Dziś nie mam żalu. Myślę tak miało być. Zaczęło się od dolegliwości żołądkowych. Później częstych, uporczywych przeziębień, senności. - Byłam bardzo osłabiona - dodaje - źle wyglądałam, do tego mocno swędziała mnie skóra. Myślałam, że to uczulenie. Próbowałam leczyć się wapnem. Nie pomogło. Zgłosiła się do lekarza. Polecił zrobić wszystkie badania. Beznadziejne wyniki. Niska hemoglobina, trzycyfrowy opad. Lekarz pokręcił głową i stwierdził - zapalenie płuc. Dwa tygodnie w szpitalu. Zapalenie płuc wyleczono, ale trzycyfrowy opad, świadczący o dużym stanie zapalnym, pozostał wspomina Ewa. Choć dalej źle się czuła, ordynator pocieszał, że samo przejdzie. Nie przeszło. Wszystko od początku, pielgrzymki do lekarzy, od jednego do drugiego. Któraś z lekarek podejrzewała białaczkę i to już wzbudziło niepokój. Skierowano ją na pobranie szpiku, ale tknęło ją przeczucie, by tego nie robić - wstrzymała się z decyzją. Wujek, emerytowany, doświadczony lekarz, poradził jej, by zasięgnęła porady u lekarza, który leczy wątrobę. Tak też zrobiła. To, co usłyszała od hematologa, zwaliło ją z nóg: Zostały pani dwa tygodnie życia. Tak powiedział i skierował ją do szpitala w Sosnowcu. Tam wykonano biopsję. Diagnoza - marskość wątroby. Ta chwila, gdy to usłyszała, to jest właśnie piekło.
Najpierw był płacz
Taki, że najlepiej zamknąć się w ciemnej szafie i tam przesiedzieć już do końca. Nie słyszeć, nie widzieć, nie wiedzieć, nie czuć, niczego nie chcieć ani nie oczekiwać.
Udawać, że to nieprawda, że stanie się cud. Że to zły sen. Potem był wstyd. Jak powiedzieć znajomym? Przecież ta choroba dotyka alkoholików! Kto uwierzy, że zakażono jej krew? No, kto?! A na koniec nadzieja, że będzie żyć. Będzie żyć, bo po prostu nie ma innego wyjścia. Musi żyć. Dla dziecka. Gdy podjęła walkę z chorobą miała 42 lata. O operacji nie było mowy. Lekarze zalecili przejście na rentę, stabilny tryb życia. Najlepiej usiąść w bujanym fotelu i nie martwić się niczym opowiada. A jeszcze ścisła dieta i lek, który będzie brała już do końca życia. On podtrzymu- i je resztkę zniszczonej wątroby. Oczywiście nie było mowy o jakichkolwiek używkach. Żadnej kawy, papierosów, alkoholu. Żadnych lekarstw! Na wszelkie grypy, migreny od tej pory jedynym środkiem będzie zacisnąć zęby i czekać, aż samo przejdzie. Gorzej, gdy zęby zaczęły boleć, gdy trzeba było je usuwać! Znieczulenie wykluczone!
Drakońska dieta,
Odpada wszystko, co ulubione kapusta, śledzie, nic pieczonego ani smażonego. W zamian dużo gotowanych warzyw, gotowane ryby, biały, chudy ser i gotowane kartofle z odrobiną masła. Zielona herbata. Podjęła walkę, ale lekarze i tak mówili, że to za mało, że jedynym wyjściem jest przeszczep. Tak minęło osiem lat wspomina Ewa. Na ten ostateczny krok się nie zdecydowałam. Ze strachu przed szpitalem. Pomyślałam - mam 50 lat. Osiem darowane, w niezłej formie. Bardzo wierzę w to, co mi tam, na górze, pisane. W boski plan. Ile mam żyć, tyle żyć będę. Tego się trzymam. I tak sobie żyję.
Pierwszy raz Alveo poczęstowała ją ukochana siostra
Pojechała do niej na wakacje. Pod Warszawę, do jej wspaniałego domu z ogrodem. Namawiała mnie, zapewniając, że odkąd zaczęła pić ów ziołowypreparat, poczuła się lepiej wspomina. Bałam się spróbować, bo lekarz zabronił mi pić jakiekolwiek zioła. Ale zaufałam siostrze, zaryzykowałam. Od tamtych wakacji minęło pół roku. Wciąż piję Alveo, jedną dawkę dziennie. Chwalę sobie. Poprawiła mi się przemiana materii, stałam się spokojniejsza, co zauważyli domownicy, łagodna, rzadziej się przeziębiam...
W lutym zrobiła badanie krwi. Przeżyła szok! Jeszcze niedawno wyniki dziesięciokrotnie przekraczały wszelkie normy. Teraz wszystko jest w ich granicach. -Badania powtórzę jeszcze raz i dopiero wtedy wybiorę się do lekarza zapewnia Ewa. Ale psychicznie już czuję się doskonale! Zaświeciła mi gwiazdka nadziei, że może uda się, że ta moja biedna wątroba jakoś się odrodziła, że ma siłę dalej funkcjonować. Bardzo bałam się, że umrę
I ten strach spowodował, że dziś inaczej myślę o życiu. Zmieniłam się. Spokorniałam. Wyciszyłam się. Nauczyłam się współczucia i cierpliwości w stosunku do innych. Wszystkim mówię, że zawsze trzeba wierzyć, że się uda. Wiem, co jest ważne. Nie pieniądze, ale szczęśliwa rodzina i zdrowie. Radość życia. Syn wciąż jest motorem mojego życia, nadzieją na lepszy czas, daje świadomość, że jest po co żyć. Teraz jej największą radością jest malowanie obrazów, kwiatów, ludzi, pejzaży, koni. Gdyby nie choroba, może nigdy nie odkryłaby w sobie tej pasji. - Kuzyn mówi, że moje prace są smutne - śmieje się. Ale ja nie jestem smutna! Może te moje troski zostawiam na płótnie. Może po to jest to całe moje malowanie...
żródło-czasopismo:zdrowie i sukces Zofia Rymszewicz
Tagi: , ziola na wszystko, zielona herbata, ostra dieta, zdrowie psychiczne, jak dbac o zdrowie,
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.


