Alveo pomogło jej wydostać się z piekła choroby

Alveo pomogło jej wydostać się z piekła choroby

Smutki malowane

Jeszcze niedawno bała się, że umrze. Że nie ma już dla niej nadziei. Ten strach spowodował, że dziś inaczej myśli o życiu. Teraz cieszy się każdym dniem, tryska optymizmem, odkryła w sobie nową pasję. Wie, co jest ważne. Wszystkim mówi, że trzeba wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę.



Jest wiele powodów, dla których chce się żyć. Po pierwsze syn. Po dru­gie jego matura. Po trzecie żeby zdał na studia. Po czwarte żeby dostał pracę. A jeszcze, żeby ro­dzina była szczęśliwa. No, prze­cież życia nie starczy! Może trzeba przejść przez piekło, żeby zrozumieć, na czym polega życie, przez rozpacz, żeby życie docenić, żeby się nim ucie­szyć? Żeby, ni stąd, ni zowąd, wziąć w ręce pędzel i malować kwiaty?

Co to jest piekło?
Piekło jest wtedy, gdy rodząc dziecko musisz mieć „cesarkę". Ale to właściwie nic. Bo praw­dziwe piekło jest wtedy, gdy pod­czas cesarskiego cięcia zakażą ci krew. Ot, niechcący, może ją od­dał akurat jakiś pijaczek, co chciał na czekoladę? Ale to było 24 lata temu mówi Ewa Dzidowska z Częstochowy. Inne czasy. Dziś nie mam żalu. Myślę tak mia­ło być. Zaczęło się od dolegliwo­ści żołądkowych. Później czę­stych, uporczywych przeziębień, senności. - Byłam bardzo osła­biona - dodaje - źle wyglądałam, do tego mocno swędziała mnie skó­ra. Myślałam, że to uczulenie. Pró­bowałam leczyć się wapnem. Nie pomogło. Zgłosiła się do leka­rza. Polecił zrobić wszystkie bada­nia. Beznadziejne wyniki. Niska hemoglobina, trzycyfrowy opad. Lekarz pokręcił głową i stwier­dził - zapalenie płuc. Dwa tygo­dnie w szpitalu. Zapalenie płuc wyleczono, ale trzycyfrowy opad, świadczący o dużym stanie za­palnym, pozostał wspomina Ewa. Choć dalej źle się czuła, ordy­nator pocieszał, że samo przejdzie. Nie przeszło. Wszystko od po­czątku, pielgrzymki do lekarzy, od jednego do drugiego. Któraś z lekarek podejrzewała białaczkę i to już wzbudziło niepokój. Skie­rowano ją na pobranie szpiku, ale tknęło ją przeczucie, by tego nie robić - wstrzymała się z decyzją. Wujek, emerytowany, doświad­czony lekarz, poradził jej, by zasię­gnęła porady u lekarza, który le­czy wątrobę. Tak też zrobiła. To, co usłyszała od hematologa, zwaliło ją z nóg: Zostały pani dwa tygodnie życia. Tak powiedział i skierował ją do szpitala w Sosnowcu. Tam wy­konano biopsję. Diagnoza - mar­skość wątroby. Ta chwila, gdy to usłyszała, to jest właśnie piekło.

Najpierw był płacz
Taki, że najlepiej zamknąć się w ciemnej szafie i tam przesiedzieć już do końca. Nie słyszeć, nie wi­dzieć, nie wiedzieć, nie czuć, ni­czego nie chcieć ani nie oczekiwać.
Udawać, że to nie­prawda, że sta­nie się cud. Że to zły sen. Potem był wstyd. Jak powie­dzieć znajomym? Przecież ta choro­ba dotyka alkoho­lików! Kto uwie­rzy, że zakażono jej krew? No, kto?! A na koniec na­dzieja, że będzie żyć. Będzie żyć, bo po prostu nie ma innego wyj­ścia. Musi żyć. Dla dziecka. Gdy podjęła walkę z chorobą miała 42 lata. O opera­cji nie było mowy. Lekarze zalecili przejście na ren­tę, stabilny tryb życia. Najlepiej usiąść w bujanym fotelu i nie martwić się niczym opowiada. A jeszcze ścisła dieta i lek, który będzie brała już do końca życia. On podtrzymu- i je resztkę zniszczonej wątroby. Oczywiście nie było mowy o jakichkolwiek używkach. Żadnej kawy, papierosów, alkoholu. Żadnych lekarstw! Na wszelkie grypy, migreny od tej pory jedynym środkiem będzie zacisnąć zęby i czekać, aż samo przejdzie. Gorzej, gdy zęby zaczęły boleć, gdy trzeba było je usuwać! Znieczule­nie wykluczone!

Drakońska dieta,
Odpada wszystko, co ulubio­ne kapusta, śledzie, nic pieczo­nego ani smażonego. W zamian dużo gotowanych warzyw, goto­wane ryby, biały, chudy ser i go­towane kartofle z odrobiną ma­sła. Zielona herbata. Podjęła walkę, ale lekarze i tak mówili, że to za mało, że jedynym wyjściem jest przeszczep. Tak minęło osiem lat wspomina Ewa. Na ten ostateczny krok się nie zdecydowałam. Ze strachu przed szpitalem. Pomy­ślałam - mam 50 lat. Osiem da­rowane, w niezłej formie. Bardzo wierzę w to, co mi tam, na górze, pisane. W boski plan. Ile mam żyć, tyle żyć będę. Tego się trzymam. I tak sobie żyję.

Pierwszy raz Alveo poczęsto­wała ją ukochana siostra
Pojechała do niej na wakacje. Pod Warszawę, do jej wspaniałego domu z ogrodem. Namawiała mnie, zapewniając, że odkąd zaczęła pić ów ziołowypreparat, poczuła się lepiej wspo­mina. Bałam się spróbować, bo lekarz zabronił mi pić jakiekol­wiek zioła. Ale zaufałam siostrze, zaryzykowałam. Od tamtych wa­kacji minęło pół roku. Wciąż piję Alveo, jedną dawkę dziennie. Chwalę sobie. Poprawiła mi się przemiana materii, stałam się spo­kojniejsza, co zauważyli domow­nicy, łagodna, rzadziej się przeziębiam...
W lutym zrobiła badanie krwi. Przeżyła szok! Jeszcze niedawno wyniki dziesięciokrotnie przekra­czały wszelkie normy. Teraz wszystko jest w ich granicach. -Badania powtórzę jeszcze raz i do­piero wtedy wybiorę się do lekarza zapewnia Ewa. Ale psychicznie już czuję się doskonale! Zaświeciła mi gwiazdka nadziei, że może uda się, że ta moja biedna wątroba jakoś się odrodziła, że ma siłę dalej funk­cjonować. Bardzo bałam się, że umrę
I ten strach spowodował, że dziś inaczej myślę o życiu. Zmieniłam się. Spokorniałam. Wyciszyłam się. Nauczyłam się współczucia i cier­pliwości w stosunku do innych. Wszystkim mówię, że zawsze trze­ba wierzyć, że się uda. Wiem, co jest ważne. Nie pieniądze, ale szczę­śliwa rodzina i zdrowie. Radość ży­cia. Syn wciąż jest motorem moje­go życia, nadzieją na lepszy czas, daje świadomość, że jest po co żyć. Teraz jej największą radością jest malowanie obrazów, kwiatów, lu­dzi, pejzaży, koni. Gdyby nie cho­roba, może nigdy nie odkryłaby w sobie tej pasji. - Kuzyn mówi, że moje prace są smutne - śmieje się. Ale ja nie jestem smutna! Może te moje troski zostawiam na płót­nie. Może po to jest to całe moje malowanie...
żródło-czasopismo:zdrowie i sukces Zofia Rymszewicz





Tagi: , ziola na wszystko, zielona herbata, ostra dieta, zdrowie psychiczne, jak dbac o zdrowie,




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.