Spokojny sen i lepsze samopoczucie Weroniki

Spokojny sen i lepsze samopoczucie Weroniki

Życie bezczekolady,

Świat Stefanii Janusz z Jamnicy koło Nowego Sącza zawalił się, gdy jej pięcioletnia córka zachorowała na cukrzycę. Teraz uczy się żyć na nowo. Z dietą, mierzeniem cukru, nastrojami dziecka. Niedawno odkryła zbawienne właściwości Alveo.

Co to znaczy? To może być wafe­lek w czekoladzie albo rurka z kre­mem. Albo lizak. Albo nie! To na pewno coś jak cukrowa wata! Tak, to może znaczyć to sło­wo. To trudne, słodkie słowo - cu­krzyca. - Mamusiu, ja cię tak bar­dzo kocham, dasz mi pić? - prosi Weronika matkę, która jej nie­ustanne picie brała za zwykłą za­bawę, kaprys. Niepokoiło ją nato­miast, że dziewczynka nic nie chciała jeść. Dziś myśli sobie, że nie wiadomo, jak by skończyła się ta cała historia, gdyby nie Jezus w nowosądeckiej kaplicy. Do niego modliła się całymi dniami, by przetrzymać najgorszy czas. By nauczyć się żyć na nowo. Ze wspomnień mamy Weroniki: - Moja mama wróciła do mnie w oczach Weroniki. Bo moja do­bra, cudowna mama odeszła ode mnie na tydzień przed narodzina­mi dziecka. Tego mojego wytęsk-nionego, ukochanego. Mojej miło­ści, do której tak późno dojrzałam. Z radością czekałyśmy na Weroni­kę. Cieszyłyśmy się, że przyjdzie na świat. A później myślałam: Co za los. Gdyby nie córeczka, nie wiem, jak przetrwałabym śmierć matki. Koło się zamknęło. Odszedł ktoś, kogo kochałam nad życie, przyszedł ktoś, kogo ko­cham taką samą miłością. Dlatego na drugie daliśmy jej Agnieszka -
po babci. I też dlatego, że była tak do babci podobna. I bardzo chcia­łabym, by była kiedyś taka jak babcia. Bo to był wyjątkowy czło­wiek. Moja koleżanka, przyjaciół­ka. Mogłam z nią razem i płakać, i śmiać się. Nauczyła mnie wszyst­kiego: miłości do Boga i dzieci. Weronika ma 9 lat. Cztery lata temu zachorowała na cukrzycę. Je­dyny mój skarbek, największy, moje życie, moje szczęście...

Zdrowaś Mario
Te kroki. Odgłos dudniących po korytarzu drewniaków pielę­gniarki. I migocząca trupiobladym światłem szpitalna jarzeniówka. „Mamusiu, nie!", „Mamusiu, nie!". Ten koszmar powtarzał się co dwie godziny. Każdego dnia, każdej nocy. Ostry ból igły. Pokłute ręce, które - słysząc te buty na korytarzu - chowa­ła za siebie. W dzień, gdy robiono jej za­strzyk, płakała z bólu, ale zawsze pielęgniarce du­kała przez łzy: Dziękuję... Ze wspomnień mamy Weroniki: Niepokoiło mnie to jej ciągłe pra­gnienie. Ta bladość. Nerwowość. Któregoś wieczora, zmartwiona, odmówiłam siedemnaście Zdro­waś Mario, a następnego dnia rano
już byłyśmy u lekarza. Zbadali cu- ! kier - 580. Szok! Skierowanie do szpitala. Znów szok. Powiedzie­li, że to cukrzyca. Łudziłam się, że to nieprawda, pomyłka. Miała dopiero 5 lat! Moja największa ra­dość to moja córka. Zawsze była bardzo ważna. Kocham dzieci. Miałam 35 łat, gdy ją urodziłam. Przyszła na ten świat taka drob­na... Gdy skończyła ro­czek zachorowała na zapalenie oskrzeli. Miała silną anemię.

Jak żyć?
Ze szpitala w Krakowie Weronika trafiła do Instytutu Pediatrii w Pro­kocimiu. Tam zmienili sposób le­czenia Weroniki. To był czas oswa­jania się matki z chorobą dziecka. Tam nauczyli, jak prowadzić dietę, jak mierzyć poziom cukru. Jak po­dawać insulinę. Jak odmierzać składniki pokarmów, które co dwie godziny trzeba podawać. Pokazali, jak żyć z tym całym zamieszaniem. Jak żyć, żeby nie zwariować. Ze wspomnień mamy Weroniki: Pomogła mi modlitwa. Moja i me­go rodzeństwa. I wszystkich do­brych ludzi, których spotkałam na mojej drodze. Wszystkim im dziękuję, że wspierali mnie, pro­sząc Boga, by pomógł mi nauczyć się żyć z chorobą dziecka. Pamię­tam, to był 15 listopada. Nagle do głowy przyszła mi myśl: Jak ja przygotuję Wigilię? Nie wie­działam, że można z tym wszyst­kim normalnie funkcjonować. Pojęcia nie miałam, że można się z tym oswoić. Z tym przelicza­niem składników ścisłej diety. Z uświadomieniem sobie, że nie zawsze wszystko, co po­dam, córka zje. Że nie wszystko lubi. Że może nie chcieć jeść o go­dzinie, w której będzie musiała jeść. Co zrobię, gdy będzie prosiła o posiłek, a ja będę musiała odpo­wiedzieć, że jeszcze nie pora? Te myśli były straszne. Bardzo po­mógł mi mąż. Ale z takim życiem że ono tak spadło na nas nagle nie oswoiłam się do dziś. Choć teoretycznie wiem, że wszystko trzeba zaakceptować. Ale chyba mam prawo chcieć, by moja córka była zdrowa?

Płatki z mlekiem
Weronika w szpitalu spędziła mie­siąc. Gdy przyjechali do domu jej stan był stabilny i trzeba było taki utrzymać. A więc: o wpół do ósmej rano - płatki z mlekiem. Kawałek szarlotki? Mowy nie ma, gdy nie wiadomo, z czego jest zro­biona. Czy te składniki wpisują się w dietę dziecka. Czy nie za dużo cukru, albo mleka, albo jajek... No przecież każdy robi szarlotkę ina­czej. - Mamo czemu płaczesz? -Bo nie będę ci mogła kupić czeko­lady... - Nie przejmuj się, ja nie lu­bię czekolady... Ze wspomnień mamy Weroniki: Czy mi się to po­dobało, czy nie, musiałam wstać o siódmej, obudzić Weronikę, zmierzyć cukier, podać insulinę, skorygować poziom cukru, a za pół godziny podać jej posiłek. Kanap­kę albo płatki. Musiała to zjeść, czy była głodna, czy nie. Do dzie­siątej ani kęsa więcej. Później ko­lejne badanie cukru i kolejny drob­ny posiłek - jabłko czy banan. Znów nakłucie palca, pobranie krwi i odczytywanie poziomu cu­kru. Jeśli za niski - trzeba korygo­wać cukrem prostym, na przykład biszkopcikiem, jeśli za wysoki -trzeba podać insulinę. Dodatkowe kłucie. Obiad dopiero o pierwszej - dwie łyżki ziemniaków. Na pod­wieczorek - kisiel. I ciągłe kłucie i kłucie. Była coraz bledsza. Smut­na. Nerwowa. Przy niskim pozio­mie cukru tak nerwowa, że sama nie rozumie, co wyprawia. Nawet potrafi szarpać się za włosy. Jeśli cukier za wysoki, to zaraz chce pić, drżą jej ręce, ogarnia nerwowość, występują bóle brzucha, bóle gło­wy... I tak już trzy i pół roku.

Ciasteczka na stole
Niedawno był uroczysty podwie­czorek w szkole. Wszystkie dzieci pałaszują, a Weronika musi pół godziny czekać, aż spadnie jej cu­kier. Rodzice kolegów i koleżanek podziwiają ją za silną wolę i wy­trwałość. Albo wizyta u babci, któ­ra na powitanie podaje na stół cia­steczka. W ostatniej chwili zreflek­towała się, jaki popełniła błąd! -Nie przejmuj się, babciu - uspokaja dziewczynka. - Moi rodzice je­dzą ciasteczka, tylko ja nie... Ze wspomnień mamy Wero­niki: - Kiedyś bardzo bałam się wszystkich chorób. Dziś inaczej na wszystko patrzę. Choć wciąż jest mi bardzo ciężko. W całym tym dramacie bardzo wspiera mnie mąż. Od niedawna có­reczka ma pompę insulinową. To dla nas nowe życie, dla niej nadzieja, że może żyć jak zdro­we dziecko. No, prawie zdro­we... Pamiętam dzień, gdy ktoś pokazał mi Alveo. Zadziwił mnie ten preparat z ogromną ilością ziół. Słyszałam o jego skutecznym działaniu. Pomy­ślałam, może pokona tę cukrzy­cę? Podałam córce pierwszą dawkę. Reakcja organizmu nie była najlepsza. Ogromna nerwowość. Ale nie odstawiłam preparatu. Po pewnym czasie podenerwowanie minęło. Znik­nął też dokuczliwy katar, który męczył dziecko każdą zimę. I co najważniejsze - organizm zmniejszył zapotrzebowanie na in­sulinę. Weronika zaczęła spokojnie przesypiać noc. Zapanowała har­monia.
żródło-czasopismo:zdrowie i sukces Zofia Rymszewicz


Tagi: , cukrzyca u dzieci, alweo na cukrzyce, zdrowe dziecko, dzieci a cukrzyca,




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.