Cukrzycza nieuleczalna choroba

Cukrzycza nieuleczalna choroba

Wiara, która pomaga wyzdrowieć



Przez dwanaście lat Jarosław Romanowski z Radomska robił badania lekarskie korespondencyjnie. Pracował po szesnaście godzin dziennie. Dwieście tysięcy zło na koncie dawało Jarkowi i jego rodzinie poczucie finansowego bezpieczeństwa. Gdy zachorował, okazało się, że to bezpieczeństwo było złudzeniem.


Jarek powoli wyszedł na balkon. Cierpiał na niedowład prawej strony ciała. Z trudem się poruszał, miał zaciśniętą prawą dłoń, zesztywniałe mięśnie karku i pleców. Stanął przy barierce. Spojrzał w dół. Dzieci bawiły się na placu zabaw, właściciele psów spacerowali ze swoimi pupilami. Jarek oddałby wiele za taki spacer. Za chwilę wytchnienia w ciągu dnia, drobną przyjemność. Za minutę beztroskiej, dziecięcej zabawy, za możliwość zbierania kasztanów i cieszenia się opadającymi liśćmi. Za swobodne, odważne spojrzenia w oczy innych przechodniów.

Wstyd
Jarek od roku wychodził na spacery tylko w nocy. Wstydził się swojego kalectwa. Bał się ludzkich spojrzeń, uśmiechów, komentarzy. Codziennie około północy żona, Dorota, pomagała mu zejść z czwartego piętra, a potem cierpliwie pilnowała każdego jego kroku. Gdy przeszli dwieście, trzysta metrów, byt wyczerpany. Wracali. Ona zasypiała szybko, on siedział przed telewizorem do czwartej nad ranem. Teraz stał wczepiony w barierkę. Był w domu sam, ze swoimi myślami. Dorota poszła do pracy, córki, Kasia i Ewa, do szkoły. Miał wyrzuty sumienia, że jest dla nich ciężarem. Był całkowicie uzależniony od ich pomocy. Nie skarżyły się, chociaż Jarek nie raz widział Dorotę cicho płaczącą w kuchni. Tylko kilka łez, gdy była już bardzo zmęczona. Potem szybko wracała do zajęć. Zastanawiał się, skąd ona bierze tyle siły. On stracił nadzieję rok temu. Niedługo po tym, jak w 2002 roku dowiedział się, że ma cukrzycę. Poziom glukozy we krwi wynosił u niego 500 mg/dl na czczo, podczas gdy norma to 60-99 mg/dl. Doskonale pamięta ten dzień. Słowa lekarza, że jest nieuleczalnie chory, codziennie słyszy na nowo. Poprzedniego dnia był jeszcze zdrowym, aktywnym zawodowo czterdziestolatkiem. Tak mu się przynajmniej wydawało.

Cukrzyca
Jarek wiedział, że sam zapracował na swoją chorobę. Latami, systematycznie i konsekwentnie. Przez prawie dwadzieścia lat badał się regularnie... ale korespondencyjnie. Co roku badania okresowe przedłużał przez sekretarkę. do lekarza. Żyt w stresie i pośpiechu. Jadał byle jak. Objawy cukrzycy miał od dawna. Nie pamięta, kiedy się zaczęty. Po prostu żyt z nimi, na co dzień. Osłabienie i ciągłe pragnienie tłumaczył sobie nadmiarem pracy. Nie zastanawiał się nad swoim zdrowiem. Nie dziwiło go nawet to, że wypija do dziesięciu litrów wody w ciągu doby, z czego cztery w nocy. Od dwunastu lat był dyrektorem dużej firmy w Radomsku. W pracy spędzał po szesnaście godzin dziennie, bardzo często podróżował służbowo. Ponadto Dorota prowadziła dodatkową działalność gospodarczą. Jarek byt wtedy spokojny o finansową przyszłość rodziny. Mieli na koncie oszczędności. Dwieście, trzysta tysięcy złotych dawało mu poczucie niezależności i bezpieczeństwa. Teraz wiedział, że to było złudzenie. Stał na balkonie i patrzył w dół. Liczył odległość do ziemi. Żałował, że nie może cofnąć czasu. Żałował, że przez tyle lat lekceważył swoje zdrowie. Ale najbardziej żałował, że nie mieszka na dziesiątym piętrze. Miałby pewność, że upadek będzie śmiertelny...

Rencista
- Nie odważyłem się wtedy skoczyć - po trzech latach Jarek wspomina ten dzień z ulgą. - Bałem się, że przeżyję, a połamany będę jeszcze większym ciężarem dla Doroty. A przecież wszystko było na jej barkach. Dom, sprawy biznesowe, moja cukrzyca, a później także depresja. Gdy Jarek trafił do lekarza, byt przekonany, że dostanie leki i po kilku miesiącach wróci do normalnego życia. Diagnoza zaskoczyła go.
- Z całej wizyty zapamiętałem tylko, że jestem nieuleczalnie chory. Myślałem, że to pomyłka, żart. Że za pół roku zdrowy wrócę do firmy.
Pół roku później Jarek miał niedowład prawej strony ciała, przyjmował do sześćdziesięciu jednostek insuliny dziennie, a komisja lekarska uznała, że jest niezdolny do pracy.
Załamałem się - wspomina. - Przestałem walczyć o swoje zdrowie, przestałem się łudzić. Z dnia na dzień straciłem sens dalszego życia, możliwość pracy, realizacji zawodowej. To było gorsze niż sama choroba. Przez dwadzieścia lat bytem aktywny zawodowo. Byłem odpowiedzialny za dom, za rodzinę. Choroba to dla mnie cios. W Radomsku bytem znaną, dobrze sytuowaną osobą. Znajomi podziwiali moją przedsiębiorczość i niezależność. Nagle stałem się kaleką, nieuleczalnie chorym człowiekiem, który nie może pracować, czterdziestojednoletnim rencistą. Nie wiedziałem, co począć. Każdy następny dzień wydawał mi się dłuższy od poprzedniego. Wymyślałem sobie absurdalne zajęcia. Jednego dnia kładłem w domu kafelki, po to, aby następnego dnia je zdjąć i nazajutrz położyć na nowo. Narzędzia porządkowałem kilka razy w tygodniu, za każdym razem przekładając je w inne miejsce. Podobnie z moimi osobistymi rzeczami. Układałem je z maniakalną dokładnością, jeszcze i jeszcze raz. Przestawałem logicznie myśleć. Nie miałem ani sit, ani chęci do walki z chorobą, która tym łatwiej postępowała.

Przegrana walka
Bardzo szybko okazało się, że organizm Jarka nie toleruje zalecanych leków. Miał po nich nudności, bóle i zawroty głowy, wymiotował. Dlatego, chociaż stwierdzono u niego cukrzycę typu II, lekarze zdecydowali się na insulinę. Stan Jarka nie poprawiał się.
- Przepisywali mi wszystkie nowości, które pojawiały się na rynku - mówi.
- Oprócz farmaceutyków brałem witaminy i suplementy. Piłem zioła. W związku z niedowładem ciała Dorota woziła mnie na zabiegi, ćwiczenia i masaże. Próbowałem magnetoterapii, krioterapii i naświetlania laserem. W ciągu roku w szpitalnych i sanatoryjnych łóżkach spędzałem kilka miesięcy. Przeszedłem ortopedyczny zabieg prawej nogi. Rehabilitacja dawała marne rezultaty. Wyglądałem coraz gorzej. Schudłem czterdzieści kilogramów. Bytem przekonany, że umieram. Pamiętałem mojego kuzyna, który zmarł na raka. Przed śmiercią ważył tylko czterdzieści kilo. Byłem przerażony.

Żyrandol art nouveau
Choroba Jarka pochłonęła całe oszczędności rodziny. Bezpieczna przyszłość i stabilizacja finansowa okazały się mitem.
- Wydawałem kilka tysięcy miesięcznie na leczenie - mówi Jarek. - W ciągu czterech lat konto opustoszało. Dorota musiała zamknąć działalność, którą prowadziliśmy wcześniej. Zawiodła się na wspólniku.
W naszym salonie wisi piękny, dziewięcioramienny żyrandol art nouveau. Ten przykład najlepiej pokazuje, jak zmieniała się nasza sytuacja - opisuje Jarek. - W 2003 roku zamieniliśmy normalne żarówki na świetlówki. Szukaliśmy oszczędności. Już rok później w żyrandolu pozostał tylko jeden punkt świetlny...
Przełomem w chorobie Jarka była wizyta jego znajomych w maju 2005. Ryszard Koper i Wanda Łągiewka polecili mu Alveo.
- Po moich doświadczeniach i nieudanych próbach byłem nastawiony sceptycznie. Przekonała mnie jednak wygoda stosowania Alveo. Wziąłem cztery butelki preparatu, zacząłem pić dwie miarki dziennie.
Pierwsze efekty zauważyłem po dwóch tygodniach. Po nocnym spacerze jak zawsze zasiadłem przed telewizorem. Byłem pewny, że spędzę kilka godzin, wpatrując się w ekran. Jednak już po chwili zbudził mnie dźwięk pilota spadającego na podłogę. Bardzo szybko zasnąłem.

Wiara, że będzie lepiej
W lipcu Jarek pojechał na galę Akuny w Wiśle.
- Spotkałem tam wielu ludzi, którym Alveo pomogło, rozmawiałem z twórcami preparatu. Oni wyjaśnili mi, że wahania poziomu cukru, które obserwowałem od kilku dni, to detoksykacja. Jarek uwierzył, że będzie zdrowy.
- Gdy tylko odzyskałem chęci do walki z chorobą, poprawa nastąpiła błyskawicznie -tłumaczy. - Zesztywnienie karku minęło, mięśnie rozluźniły się, zacząłem ruszać ręką. Miałem więcej siły, wysypiałem się. Poprawił mi się apetyt. Wiedziałem, że tym razem pokonam chorobę.
W sierpniu Jarek zrobił badania krwi. Wyniki byty w normie. W listopadzie rozpoczął współpracę z Akuna. Dziś - rok później -jest w świetnej formie. Dzienną dawkę insuliny zmniejszył do czterech jednostek. Zdrowo się odżywia. Wypija dwa litry wody dziennie. Ma dobrą kondycję. Jest w pełni sprawny ruchowo. Dba o siebie i swoją rodzinę. Pamięta o porannej miarce Alveo. A współpraca z Akuną umożliwiła mu odbudowanie zasobów finansowych rodziny.


Tagi: choroba cukrzyca dieta leczenie badania




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.