Chorobę serca można pokonać

Chorobę serca można pokonać





Kłopoty z sercem sprawiły, ze musiał zatrzymać się w codziennym pędzie życia. Myślał, że tylko na chwilę... Niestety, choroba była silniejsza. Ale ostatecznie to on zwyciężył. Dziś Andrzej Kłosiński z Mińska Mazowieckiego ma plany, o jakich wcześniej nawet nie śnił. I wie, że je zrealizuje.


Mnóstwo odpowiedzialnej pracy i nieodłącznie z tym związany stres - tak można krótko określić życie zawodowe 53-letniego Andrzeja Kłosińskiego. Najpierw prowadził własną działalność gospodarczą, potem zajmował kierownicze stanowisko w dużej firmie 1 budowlanej, realizującej zamówienia dla marketów i supermarketów. Ile wypalał papierosów, jak często nie spal po nocach i myślał o pracy. zanim każda z rozpoczętych budów została zakończona? Nie potrafi powiedzieć. Choć wiele razy obiecywał sobie. Że zwolni tempo i zacznie więcej czasu poświęcać rodzinie i sobie, to jednak realizacja tych planów pozostała przez długie lata wiele do Życzenia.
- Mój mąż jest niezwykle odpowiedzialnym człowiekiem. Kiedy czegoś się podejmuje. nie daje sobie taryfy ulgowej. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi. 7drowie prędzej czy później zaczyna się buntować. I tak też się stało w przypadku Andrzeja - mówi jego żona. Barbara. Pierwsze ostrzeżenie przyszło po badaniach okresowych, które musiał zrobić w 1997 roku. Okazało się, że ma poważne problemy z cholesterolem, utrzymywał się w okolicach 300 mg/dl.
- Andrzej musiał bezwzględnie zmienić tryb Życia. Spokój, dieta, więcej odpoczynku. Ja i nasz syn Łukasz postanowiliśmy dopilnować tego, by mąż rzeczywiście zmienił swoje życie. Przecież chodziło o jego zdrowie! Wiem. że cierpiał, choćby nawet... jedząc obiad! On, wielki fan grochówki nu boczku, nagle owszem, dostawał grochówkę, ale z... samymi warzywkami.
Powiem szczerze, mnie też nie trzeba było długo namawiać do zmiany trybu życia. Wystraszyłem się wynikami badań i postanowiłem konsekwentnie coś z tym zrobić. Mój tata zmarł na zawał, mama miała poważne kłopoty z miażdżyca tętnic szyjnych. Wiedziałem, że dostałem ostrzeżenie, którego nie wolno mi było bagatelizować - wspomina Andrzej. - Ale wsparcie żony i syna było nieocenione. Wiadomo, że łatwiej pokonywać problemy, gdy murem za tobą stoją osoby, które kochasz. Basia pilnowała, żebym się inaczej odżywiał. Proszę bardzo, nawet dziś, gdy chciałem wypić drugą filiżankę kawy. pogroziła mi palcem. Nowa dieta i zwolnienie tempa pracy przyniosły efekty. Cholesterol spadł do 160 mg/dl.

Złe samopoczucie
Martwiło go jednak, że coraz częściej znów gorzej się czul. Zdarzały się momenty. że serce waliło mu jak oszalałe, a ciśnienie nagle podskakiwało. Poszedł do swojej lekarki pierwszego kontaktu. Wszystkiemu winne było nadciśnienie
lekarka nie miała wątpliwości. Jednak zbagatelizowała problem, twierdząc, że... nie da się z nim nic zrobić.
- Ma pan już swoje lata. Nadciśnienie jest związane z wiekiem - powiedziała, przepisując choremu... witaminę C
- Bytem zaskoczony. Jednak to nie ja byłem lekarzem, tylko ona. Dlaczego miałem jej nie ufać? - mówi. - Niestety. kolejne lata pokazały mi, jakie straszne konsekwencje może mieć jedna błędna diagnoza specjalisty.
Przełomem był Sylwester z 2003 na 2004 rok. Nigdzie z żoną nie poszedł, bo nie czul się najlepiej. Z 1 na 2 stycznia Barbara wezwała do męża pogotowie ratunkowe. Nawet w najczarniejszych snach nie podejrzewała jednak najgorszego - jej mąż przeszedł zawal! Natychmiast trafi! do szpitala.
Mój mąż został zakwalifikowany do wszczepienia bajpasów. Trzy miesiące później przeszedł pomyślnie operację -mówi wzruszona Barbara.

Kolejne zmiany
Dalsza rekonwalescencja, zmiana pracy, nowy. jeszcze spokojniejszy tryb życia tym razem choroba nieubłaganie dopominała się zmian.
- Brałem mnóstwo leków. W dalszym ciągu miałem kłopoty z ciśnieniem i zaburzoną gospodarkę lipidową mimo ścisłej diety - wylicza Andrzej. Przepisane leki utrzymywały jedynie na granicy normy konieczne wskaźniki. Stan był jednak na tyle stabilny, że mógł pracować. Jego dawna firma się rozpadła, więc znalazł inne zajęcie. Podjął pracę w ZUS, w dziale inwestycji.
- Dla mnie. człowieka niezwykle aktywnego, nowy tryb życia był trudny do zaakceptowania. Chciałem nadal móc żyć na pełnych obrotach, jakaś część mnie gotowa była zapomnieć o przeciwwskazaniach lekarzy. Jednak ograniczeń własnego zdrowia nie da się tak łatwo pokonać - mówi Andrzej. Mimo stosowania medycyny konwencjonalnej próbował leczyć się innymi metodami. Słyszał o Alveo, ale nie potraktował tej kuracji poważnie.
- O Alveo powiedział mi jeden z pacjentów ośrodka w Aninie, gdzie łatałem swoje zdrowie - opowiada Andrzej. -Nie potraktowałem mężczyzny poważnie. bo nie miał żadnej wiedzy na temat Alveo. Tak tylko, w biegu, w naszym szpitalnym bufecie, rzucił: „Jest to coś dobrego, niech pan pije". To było za mało, by mnie przekonać.
Chodził do bioenergoterapeutów. odwiedzał zielarzy, głównie Ojców Bonifratrów.
- Do ziół, podobnie jak i żona, zawsze miałem zaufanie - mówi. - Nie liczyłem na to, że nagle cudownie wyzdrowieję. Po prostu chciałem jakoś zaradzić perspektywie brania do końca życia silnych leków, które wiadomo - na jedną chorobę wprawdzie pomagają, ale „przy okazji" niszczą organizm. Zioła Ojców
Bonifratrów rzeczywiście regulowały mi wysokość ciśnienia. Jednak to wciąż było za mało. Liczyłem na więcej...

Alveo dla spokoju
Pierwszą butelkę Alveo wypił dzięki żonie. Koleżanka Barbary z pracy powiedziała. że od kiedy stosuje tę kurację. jest dużo spokojniejsza, ma więcej energii.
- Szczególnie perspektywa pokonania stresu była dla mnie kusząca. Pracujemy w dziale kredytów w banku. To nie jest łatwa i spokojna praca - uśmiecha się Basia.
Słysząc o Alveo. natychmiast pomyślała i o Andrzeju. Przecież jemu te zioła też mogły pomóc!
Postanowili, że będą pić Alveo razem. To był czerwiec 2006 roku. Po pierwszej butelce nie czuli się najlepiej.
- Wiedzieliśmy, że tak działa Alveo. Że najpierw oczyszcza organizm z toksyn, których, jak widać, miałem całe mnóstwo. Drętwiały mi nogi. bolała głowa, byłem ogólnie osłabiony - wspomina Andrzej. - Nie poddałem się i piłem dalej. Efekty pojawiły się błyskawicznie. Wreszcie zacząłem się wysypiać! Dziś wystarczy, że przyłożę głowę do poduszki, a zasypiam w ciągu paru sekund. Kiedyś to było nierealne.
Należy jeszcze wspomnieć o wpływie Alveo na samo serce. U Andrzeja tzw. z bliznowacenia po zawale po roku stosowania preparatu są prawie niezauważalne.
O tym, jak zadziałało Alveo Basia i jej koleżanka przekonały się w sierpniu ubiegłego roku podczas wakacji we Władysławowie.
- Patrzyłyśmy na Andrzeja z niedowierzaniem. Wstawał o świcie, szedł do
sklepu po bułeczki, a potem robił nam śniadanie- opowiada Barbara. - Zresztą, mimo porannej pobudki, przez cały dzień był niezmordowany! Barbara także czuje w sobie mnóstwo energii. Traf chciał, że ostatnio w rodzinie jest dużo ślubów i wesel. Kiedyś zabawę i tańce do rana musiała długo odsypiać, a nogi bolały ją przez tydzień. Dziś, na drugi dzień po weselu, nie ma mowy o bólu nóg!
Mniej leków
Andrzej, oprócz przypływu energii wysypiania się, widzi konkretne zmiany, od kiedy pije Alveo. -Już po 5 miesiącach kuracji zmniejszyłem dawkę leków na nadciśnienie o połowę. Podobnie zresztą, jak w przypadku leków na cholesterol - mówi z dumą. - To dla mnie wiele znaczy. Jak już wspomniałem, świadomość, że mam brać silne leki do końca życia, była dla mnie straszna. Mój organizm nie przyswajał w dostatecznym zakresie potasu w postaci mineralnej. Teraz przestałem brać potas w pigułkach, piję jedynie Onyx Plus.
Andrzej tuż po zawale i operacji poczuł się trochę jakby odsunięty na boczny tor życia. W zasadzie żył bez marzeń. bo też i trochę bał sieje mieć. Ten lęk powstrzymywał go przed stawianiem czoła nowym wyzwaniom. Dziś jest inaczej. Wyzwania - to jest to! Zaczął stawiać sobie wysoko poprzeczkę, bo to go mobilizuje do działania.
- Właśnie chcę rozpocząć budowę domu. W dodatku będzie on według mojego własnego projektu – mówi z dumą.
Barbara już nie może się doczekać. Marzy o własnym ogrodzie, o zjedzeniu śniadania na werandzie, w otoczeniu kwiatów...
- Widzę, z jaką energią i siłą mój mąż zabrał się do pracy. Patrzę na niego
z podziwem. W niczym nie przypomina tamtego mężczyzny, który wyszedł ze szpitala z wszczepionymi bajpasami. Przygnębionego, smutnego, bez wielkich marzeń - uśmiecha się do Andrzeja.
Gdy rano widzę jego uśmiechniętą twarz, zastanawiam się. ile dobrego nowy dzień przyniesie. I jak bardzo Andrzej losowi w tym dopomoże...

Tagi: serce krazenie zawal wylew walka




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.