Białaczka limfoblastyczna - wywiad

Białaczka limfoblastyczna - wywiad



Cezaremu Barańskiemu ze Szczecina dom kojarzył się z wolnością. Panował tam spokój i ciepła, rodzinna atmosfera. W kuchni unosił się zapach jedzenia, który zapowiadał, że szykuje się uczta dla podniebienia. Mama gotowała wspaniale. Po domu, poszczekując radośnie, biegał pies - Majster.
6 marca 2000 roku 14-letni Czarek dowiedział się, że ma raka. Od tej pory każda minuta spędzona z rodziną była najcenniejsza na świecie.


Szpital
W listopadzie 1999 roku Czarek zachorował na grypę. Przynajmniej tak mu się wydawało. Miał wysoką temperaturę, był apatyczny i rozdrażniony. Odczuwał ból mięśni, ból w kościach. nawet włosy go „bolały". Lekarz rodzinny przepisał mu antybiotyki. Na grypę. - Przyjmowałem leki do marca następnego roku - mówi Cezary. - Zalecono mi również jedzenie dużej ilości jogurtów i odpoczynek. Na początku marca 2000 roku dostał skierowanie na badania. Jego lekarz rodzinny przeszedł na emeryturę. Nową panią doktor zaniepokoiło, że od pięciu miesięcy leczenie nic przynosi pozytywnych rezultatów. W oczekiwaniu na wyniki cała rodzina krzątała się w milczeniu po domu. OB Czarka wynosiło 160 mm/godz. (norma - poniżej I0mm/godz.). WBC (ilość czerwonych krwinek) wynosiła 1,1 G/l (norma 5,6-11 G/i). Oprócz tego Czarek miał za mało płytek krwi.
Mama wyszła z gabinetu lekarza zapłakana - wspomina Cezary. - Rodzice zawieźli mnie do szpitala. Miałem białaczkę limfoblastyczna. Raka krwi.

Dom
Myślałem, że będę chorował dwa tygodnie, a potem wrócę do domu. Okazało się. że zostanę w szpitalu dłużej - wspomina Czarek.
Drugi dom W sali razem z Cezarym leżało 8 chłopców. Wszyscy mieli raka krwi.
- Szybko przyjęli mnie do swojej „drużyny" – mówi. - Graliśmy razem w gry w karty, pożyczaliśmy sobie książki, wspominaliśmy „mamine" jedzenie, bo to szpitalne było okropne. Planowaliśmy, co będziemy robić, jak wyzdrowiejemy. Tylko trzech z nas miało szansę na wyzdrowienie. Patrzyłem, jak pozostałych zabierają, po kolei, do izolatki. Już nie wracali. Ja postanowiłem sobie, że się nie poddam. Nie pozwolę, żeby choroba mnie zniszczyła. Walczyłem. Rozpoczęła się chemioterapia.
- Lekarze powiedzieli mi, że potrwa 32 doby - wspomina Cezary. - Ucieszyłem się, pomyślałem, że za miesiąc będę w domu. Myliłem się; 32 doby to 32 serie chemioterapii. Leczenie w szpitalu trwało rok.
Szpital był moim drugim domem - mówi. - Znalem każdy kąt na oddziale onkologicznym, każdą plamkę na suficie w mojej sali oglądałem tysiące razy. Leżałem opuchnięty, bez włosów, wyglądałem jak wrak człowieka. Straciłem formę, sprawność fizyczną i energię życiową. Koledzy ze szkoły zapomnieli o mnie albo nie chcieli pamiętać. Szybko przekonałem się, że moimi prawdziwymi przyjaciółmi są rodzice, brat i Majster.

Dom
Kiedy Czarek wyszedł na pierwszą przepustkę ze szpitala, był bardzo szczęśliwy. Nie byt w domu przez dwa miesiące. Pies nie odstępował go na krok.
- Chociaż bytem bardzo zmieniony, poznał mnie od razu. Lizał mnie długo po twarzy, cieszył się tak. że cała rodzina miała łzy w oczach. W czasie lego weekendu zauważyłem, że kąpiel w domu to wspaniale przeżycie, że kuchnia mamy jest najlepsza na świecie, że zwyczajny spacer może pozostawić niezapomniane wrażenie. Mimo tego, że ludzie na ulicy wytykali mnie palcami. Starałem się tym nie przejmować. Wiedziałem, że ten stan minie, że znów będę mógł normalnie żyć, chodzić do kina, na siłownię, spać w swoim łóżku i rano wychodzić z psem na spacer.

Drugi dom
Jesienią 2000 roku Czarek zachorował na świnkę. Przeniesiono go do izolatki.
- Byłem przerażony - tłumaczy. - Izolatka kojarzyła mi się z miejscem, z którego się nie wraca. Cztery ściany, łóżko, telewizor. Spędziłem tam dwa tygodnie. Tego było za dużo. Ważyłem wtedy 38 kg. Byłem tak osłabiony, że dostałem krwotoku z nosa. Nie mogłem go powstrzymać. Nikt nie słyszał mojego wołania o pomoc. Gdy w końcu przyszła pielęgniarka, cale łóżko i kosz na śmieci były zakrwawione. Cezary miał problemy z od-
dychaniem. Był rozdrażniony, nawet agresywny, nikogo nie rozpoznawał. Lekarze stwierdzili u niego schizofrenię. Przeniesiono go na oddział psychiatrii.
- Nie pamiętam, co się wtedy działo, ile to trwało - mówi.
Chemioterapia trwała do grudnia 2000 roku. Radioterapia skończyła się w połowie stycznia 2001 roku. Czarek miał jeszcze przyjmować chemię doustną przez 2 lata i 8 miesięcy. ale już w domu.
- Wierzyłem, że pokonam chorobę - mówi. Powoli wracałem do dawnej formy. Zacząłem ćwiczyć. Na początku miałem siłę zrobić tylko jedną pompkę, z czasem zrobienie stu nie stanowiło już problemu. Chodziłem na siłownię. Jeździłem na rowerze. Nadrabiałem zaległości w szkole. Pamiętałem o zdrowym odżywianiu, przyjmowaniu leków i suplementów, aby zwiększyć swoją odporność. Lekarze powiedzieli mi, że jeśli przez pięć lat po zakończeniu chemioterapii wszystko będzie w porządku, to znaczy, że jestem zdrowy. Liczyłem czas.

Drugi dom
W maju 2003 roku Czarek miał wypadek, przewrócił się jadąc na rowerze. Połamał sobie dwa kręgi w części piersiowej.
Gdy trafiłem do szpitala, wyglądałem jakbym wpadł pod ciężarówkę - wspomina. - Lekarz, który mnie przyjął, miał złe wieści. Podejrzewał, że nastąpił nawrót choroby. Zrobił mi badania, w tym punkcję szpiku kostnego. Rodzice przerażeni czekali na wyniki. Na szczęście okazało się. że to fałszywy alarm. Konieczna była jednak operacja. Mam wszczepione blaszki tytanowe usztywniające kręgi w klatce piersiowej. Sześć tygodni musiałem spędzić w gorsecie.

We wrześniu 2004 roku tata przyniósł Czarkowi informacje o Alveo. - Gdy minęło pół roku od zakończenia chemioterapii, postanowiłem zamienić wszystkie suplementy na jeden preparat. Szybko zauważyłem różnicę. Mój organizm zaczął się oczyszczać z nagromadzonych przez lata toksyn. Detoksykacja nastąpiła bardzo gwałtownie. Organizm wydalał toksyny z moczem, z kałem, przez skórę. Dyskomfort trwał 3 tygodnie. Gdy zacząłem pić drugą butelkę, ustąpiły bóle głowy, bóle w plecach i klatce piersiowej. Czułem się spokojniejszy. Zauważyłem, że mam dużo energii, lepszą koncentrację i przede wszystkim zwiększyła się odporność organizmu, co w moim przypadku jest szczególnie ważne. Po raz pierwszy od wielu lat w czasie zimy nie przeziębiłem się.
Cezary nadal pije Alveo. Nadrobił wszystkie zaległości w szkole. Studiuje towaroznawstwo w Akademii Rolniczej. Ćwiczy na siłowni. Chodzi z Majstrem na spacery. Docenia domową kuchnię.
- Nadal odliczam czas do tych pięciu lat, o których mówił lekarz - wyjaśnia. -Wiem jednak, że się uda, że nie nastąpi nawrót choroby. Jestem spokojny. Czuję się dobrze. Mam bardzo dobre wyniki badań. Choroba nauczyła mnie. żeby się nie poddawać. Więc się nie poddaję.

Tagi: zdrowie ziola alveo fakty bialaczka




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.