Alveo pomogło odzyskać siły po ciężkiej operacji

Alveo pomogło odzyskać siły po ciężkiej operacji

Usmiech losu
W ciągu kilku dni Halina Kochaniecka przeszła swój najgorszy czas w życiu. Ludzie mówili, że niemożliwe jest, by wytrzymać taki ból. Ona wytrzymała. Lekarzom, którzy ją operowali, powiedziała: Mam trzy córki. Muszę żyć.

Anioły czuwają nad tą leśniczówką. Dlatego zapewne Halinę tu przy­wiodły. I nawet nie rzecz w tym, czy ona wierzy w anioły, czy nie. Ona daje się po prostu na ich skrzy­dłach nieść. No, jeśli nie aniołom, to marzeniom na pewno. I one, ja­kimś cudem, się spełniają. Najważ­niejsza jest miłość. I rodzina. Uko­chany mąż, który pojawił się ni stąd, ni zowąd. Dokładnie taki, jakiego sobie wymyśliła. Zawsze chciała mieszkać w leśniczówce. Panien­ką będąc marzyła o mężu leśni­czym. No i pojawił się któregoś dnia w urzędzie, w którym pracowała. - Wszystko zaczę­ło się od kartek na benzynę, o które poprosił - śmieje się Halina. - Niepraw­da - twierdzi Jacek. - Wszystko zaczę- j ło się od twojego uśmiechu.

Bez znieczulenia
O ten uśmiech pew nego dnia poprosili też Halinę lekarze. Wtedy, gdy jej stan był krytyczny. Gdy właściwie nie było ratunku. Usunięty kiedyś pęcherzyk żółciowy sprawił, że zostały zatka­ne przewody żó we. Spadek wa złe samopoczucie, bóle po jedzeniu. Skierowano ją do szpitala. Na miejsce czekała kilka miesięcy. Wychudzona, wy­czerpana, zrezygnowana. Lekarze zdecydowali się poddać ją operacji. Problem był jeden. Halinie, która cierpiała od 20 roku życia na astmę oskrzelową, nie można było podać środków znieczulających. Mogły­by spowodować poważną reakcję alergiczną. Postanowiono wykonać zabieg ERCP metodą gastroskopii. Bez znieczulenia.
Zabieg trwał około pół godziny wspomina Halina, choć chętnie ten czas wyrzuciłaby z pamięci.Jedno, co mogę powiedzieć to był koszmar! Wiele mnie kosz­towało sił, by nie wyszarpnąć z bólu wszystkich rurek z gardła. Ale zaci­snęłam pięści. A gdy ta gehenna się
skończyła i przewieziono mnie do pokoju, dziękowałam Bogu, że to już koniec. Myślałam, że prze­szłam właśnie najgorszy moment w moim życiu. Nie wiedziałam, że to najgorsze jeszcze przede mną.

Boże, ratuj!
Kamienie usunięto, tak się leka­rzom przynajmniej wydawało. Niebawem jednak lekarz przyniósł wiadomość, która zwaliła ją z nóg. Za pięć dni, jak tylko dojdzie nie­co do siebie, zabieg trzeba będzie powtórzyć. Wpadła w histerię: -Boże! Ratuj! Jak ja to wytrzymam?! Najpierw napompowano jej powie­trze do brzucha. I wtedy zaczęła wyć jak kojot. Bo czuła, że wszyst­ko jej w środku pęka, że wszystko rwie się na strzępy. A tu jeszcze dokładają przez biegnące przez usta rurki szczypce i nożyce. Tną, szarpią, zadają niewyobrażalny wprost ból. Nie wie, ile trwał ten koszmar. Nie było chyba nikogo na świecie, kto by nie słyszał, jak ona jęczała z bólu. - A kiedy był już koniec i zawieziono mnie do pokoju - pamięta |P. - ból trwał, a może stał się nawet większy! Był wprost niewyobrażalny! Nie mogłam ruszyć ani ręką, ani nogą. Czu­łam w sobie każde cięcie. Jedna z pielę­gniarek powiedziała: To niemożliwe, żeby człowiek wytrzymał taki zabieg. Ona wy­trzymała. Nie mi­nęło kilka godzin, a lekarz przybiegł do niej z wyni­kami. Zapalenie trzustki z odczy­nem otrzewnowym! To były chwile, chwile, by urato­wać jej piękne życie. Leśniczówkę, Jacka, dziewczynki, altanę w ogrodzie, wspo­mnienia z podróży,zapach pieczonego ciasta, smak razowego chleba z masłem.

Modlitwa za zdrowie
Współczułam tym lekarzom
mówi Halina - gdy próbowali za­łożyć mi kroplówki w moje słabe, pękające od sterydów żyły. Pot le­ciał im z czoła. Byłam w stanie kry­tycznym. Jednemu z lekarzy powie­działam tylko: Ja muszę żyć. Mam trzy córki. Pomogły chyba modli­twy zakonników z Lichenia i Bie-niszewa, u których Jacek zamawiał msze. Jedna za drugą. I sam gorli­wie modlił się za zdrowie tej, która kiedyś posłała mu uśmiech. O ten sam prosili też lekarze. O uśmiech, jakiś znak, że choć w organizmie jest takie spustoszenie, dusza jed­nak wyrywa się do życia. - Lękali się, że skończy się zawałem - tłu­maczy Halina. - Ale udało się. I mnie, i im. To cud, że nie wysiadły mi ani nerki, ani oskrzela. To cud... Opatrzność czuwała. Była przy mnie, jestem pewna, moja zmarła przed laty mama. Czułam jej obec­ność. Wyczerpana, słaba, wróciła do domu. Z uszkodzoną trzustką. Organem, który się nie regeneruje.
Była chuda, wypada­ły jej włosy, nie miała na nic siły - wspomina Jacek. - Nie mogła jeść. Jedynie płatki na wo­dzie, których zjedzenie wywoływało ból.

Palec Boży
Któregoś dnia koleżan­ka pokazała jej ulotkę preparatu Alveo. Mie­szanka ziół pomogła kiedyś jej kuzynce, któ­ra walczyła z nowotworem. Halina bała się, ale korciło ją, by spróbować preparatu. W końcu kupiła butelkę. Spróbowała najpierw łyczek, potem drugi, a że nic złego się nie stało, wypiła jedną dawkę. Później kolej­ne. I następne. - Po dwóch tygo­dniach zniknęły bóle po jedzeniu! opowiada. W tym czasie przytra-
fił się im niesamowity zbieg okoliczności. Pa­lec Boży - jak mówią. Od pewnego czasu chcieliśmy kupić sa­mochód - mówi Jacek.
Przeglądaliśmy ogło­szenia, jedno po dru­gim. Nie mogliśmy tra­fić na nic ciekawego. Na jeden z anonsów żona zwróciła szczegól­ną uwagę i naciskała, by to tam zadzwonić. Zadzwoniłem. Właścicielce wozu bardzo zależało, żeby go szybko sprzedać, bo czekał na nią już inny, nowiusieńki (jak się później oka­zało Ford Mondeo z Akuny!). Za­leżało jej tak bardzo, że już w trak­cie rozmowy telefonicznej spuściła cenę o 5 tysięcy. Halinka rzekła: Jedziemy obejrzeć ten wóz! Jakie było nasze zdziwienie, gdy oglą­dając auto zauważyliśmy w bagaż­niku kartony z napisem Akuna!
Czy Opatrzność nami nie kiero­wała? - śmieje się Halina. - Ania jest dziś naszym sponsorem. I przy­jaciółką. Jeszcze tego dnia opowie­działa mi wszystko o preparacie. Jego właściwościach i systemie zniżek, dzięki którym mogę kupować go taniej. Ja bardzo chciałam pić Alveo, ałe nasza sytuacja finanso­wa nie była wtedy najlepsza. Dziś piję i ja, i cała rodzina. Nawet Ja­cek! Ód czasu, gdy Alveo zagościło w naszym domu, dzieci są rzadkim gościem u lekarza. U jednej z córek zniknęło uporczywe zapalenie skó-
ry, ja już dawno nie chorowałam na zapalenie oskrzeli. Dlatego każ­dy dzień zaczynamy od „kielicha" Alveo! Bo to jest naprawdę zdro­wotna bomba.

Ta druga polowa
Halina i Jacek mówią, że szczę­ście w życiu ich nie opuszczało. Że mają wszystko. Miłość i kochającą się rodzinę. Zdrowie, żeby tylko tego nie zabrakło. - Marzenia? - zastanawia się Ja­cek. - Układamy je w zależności od osób, o których myślimy. Czego chcemy teraz najbardziej? - Żeby dzieci były zdrowe. - Żeby mogły uczyć się i poznawać świat!
dodaje Halina. - Żeby­śmy mogli im pomóc, gdy będą tego potrzebowały dorzuca Jacek. - Żeby im się wiodło. - I żeby poznały swoją drugą po­łowę - mówi Jacek. My mieliśmy szczęście, że się odnaleźliśmy.

Zofia Rymszewicz
żródło-czasopismo:zdrowie i sukces

Tagi: , sily witalne, leczenie ziolami, rekonwalescencja, pecherzyk zolciowy,




Strona niezależnego Dystrybutora nie jest własnością firmy Akuna Polska Sp. z o.o., która nie
ponosi odpowiedzialności za informacje na niej podane.